Młodzi wjechali do Armenii od strony Gruzji, część fotek się zachowała. Gdzie lasy, pytam, nie urosły? Na żadnym zdjęciu nie widać. - Matko, ochłoń! Nie zwiedzaliśmy lasów, nie było po drodze - oglądaj jedenastowieczne katolickie kościoły, klasztory, ucz się... I oniemiałam... czy Świat jest świadom wspaniałych ormiańskich skarbów?
Ormianie na pewno tak. Dziwny to naród -ruchliwi, obrotni zarozumialcy ze smykałką do interesów, w pogardzie mają Gruzinów, Azerów i całą resztę. Podobno rdzenni Ormianie wyglądają jak sowy - oczy blisko siebie, wydatne duże nosy, czarniawi, niewysocy. Kobitki często z wąsikiem. Trochę bulwersujące - młodzi widzieli właśnie taki, ormiański wizerunek Matki Boskiej. Natomiast ci bardziej słowiańscy to potomkowie Rusów. Jest ich drugie tyle, ale może tylko w dużych miastach. Na ulicach pełno luksusowych, nowiuteńkich samochodów. Ormianie o sowich oczach snobują się na motocykle, właśnie takie, jakim do Erewania zajechali młodzi. A bractwo motorowe tam szczególne, trzymają się razem, wspierają z oddaniem. Trudno, co robić - już wiem, że niebawem w kilka motorów zawitają do nas w odwiedziny. Owa brać cokolwiek jawi mi się mafią, bo oprócz motorów mają knajpy, sklepy, kina, stryjów i przyjaciółki. Zatem koneksje i koligacje. Erywań zwyczajnie jest ich.
W knajpach prawdziwe jedzenie i czacza ( bimber z winogron). Można palić, nie tylko papierosy :). Na razie nie wpuścili McDonalda i takich tam.
Słyszałam, że to kraj kontrastów. Może i tak - wszak krowy po nocy brykają po autostradach :) Za to na przykład w Erywanie ( ichnia nazwa) jest klinika uniwersytetu medycznego na najwyższym światowym poziomie... pozazdrościć. Nasz konsul zgorzkniały z powodu bezsilnej niemocy ( zero władzy - nic chłop nie może pomóc) w umęczeniu cierpi na armeńskim zesłaniu. Młodzi go żałowali i bardzo polubili.
Wrócili bez motoru, więc trochę smutni, ale Armenią zachwyceni. Bardziej niż Gruzją, o której opowiadali ciekawe nowinki.
|